Kiedy skończyliśmy opatrywać rannych, poszliśmy do kostnicy. Wśród zabitych szukałam twarzy znajomych. Jeden z nich – młody chłopak, który był moim pacjentem – w pośmiertnym skurczu trzymał torbę. W niej dwie kromki czarnego chleba z kaszanką i dwa gotowane kartofle. Wtedy coś we mnie pękło.